Nie-buddysta zwany Seniką

Nie-buddysta zwany Seniką
Mowa Roshiego Kwonga, Ango, Wilga, 11 lipca 2007 roku

Dzisiejsze nauczanie będzie trudne, takie, które wszyscy powinniśmy starać się więcej niż zrozumieć, ponieważ odnosi się do naszego życia, co obejmuje także naszą śmierć.
Będę mówił o nie-buddyście, którego Budda spotkał w swoim życiu. Był to Hindus o imieniu Senika. Było to 2500 lat temu. Jest też wielu Seników w tej sali, dokładnie w tej sali, ponieważ macie takie same przekonania jak nie-buddyści. Nie chcę żebyście się czuli winni, ja też mam takie same wyobrażenia, ale te wyobrażenia nie mają nic wspólnego z dharmą. To jest związane z herezją Seniki. Jest o tym mowa w rozdziale, który studiowaliśmy. Początek rozdziału „Soku Shin Ze Butsu” (Właśnie Umysł jest Buddą). Dzisiaj będzie dużo czytania. Mam tutaj Shobogenzo Dogena w tłumaczeniu Normana Waddella i Masao Abe.
„To, co każdy z Buddów i patriarchów podtrzymywał i na czym się opierał bez wyjątków to „Właśnie Umysł jest Buddą”. Jednak wielu uczniów źle rozumiało lub wcale nie rozumiało tych słów „Umysł tu i teraz jest Buddą”. Sądzili, że po raz pierwszy usłyszano je w Chinach, ale tak naprawdę to zdanie pochodzi z Indii, a nawet z wcześniejszych czasów. W rezultacie, nie rozpoznają swojego błędu jako błędu. Ponieważ nie rozpoznają swojego błędu jako błędu, wielu z nich popada w nie-buddyzm. Gdy ignoranci słyszą słowa „Właśnie Umysł jest Buddą” interpretują je w sposób właściwy zwykłym istotom. Takim, które nigdy nie ustanowiły umysłu bodhi, i które sądzą, że postrzeganie zmysłowe jest buddą. To jest błąd. To się bierze z faktu braku spotkania prawdziwego nauczyciela. Powodem, dla którego mówię, że ludzie ci stają się nie-buddystami jest realna postać nie-buddysty zwanego Seniką żyjącego w Indiach.”
W mojej książce w wersji angielskiej, chyba na stronie 236, jest określenie podobne do poglądów Seniki. Wasz pogląd jest taki sam, jak na tamtej stronie. Źle się czułem z tym sformułowaniem, zdecydowałem więc, że w następnym wydaniu to zostanie poprawione. (komentarz Jurka: w polskim wydaniu to zostało poprawione).
Teraz będzie o poglądach Seniki. Brzmią one bardzo dobrze, ale gdy przyjrzymy im się bliżej, to nie jest dharma.
„Wielka prawda istnieje w naszym ciele i można ją łatwo rozpoznać. Nazywamy to także duchową inteligencją. Rozróżnienie między bólem i przyjemnością, naturalne odczucie zimna i ciepła, rozpoznanie niewygody i rozdrażnienia.”
Używamy tych rozróżnień na co dzień, ale nie nazywamy ich duchową inteligencją. To nasza Prawdziwa Natura, Natura Buddy, a nie nasz mózg, który rozpoznaje czy jest ciepło czy zimno, czy kochamy czy nie.
„Duchowa inteligencja nie jest ograniczona przez niezliczone rzeczy, ani powiązana z okolicznościami. Jest to wielka rzecz bez początku i bez końca. Rzeczy przychodzą i odchodzą, sytuacje pojawiają się i znikają, ale duchowa inteligencja zawsze pozostaje.”
To jest dosyć bliskie jak na razie do tego, co my mamy na myśli.
„Ta duchowa inteligencja istnieje wszędzie, przenika wszystkich, zwykłych i świętych bez rozróżnienia. W niej iluzoryczne kwiaty przestrzeni istnieją przez jakiś czas, ale gdy chwilowy wgląd się pojawia, a rzeczy znikają i okoliczności znikają, wówczas duchowa inteligencja, jej oryginalna istota sama w sobie jest łatwo rozpoznawalna, spokojna i wieczna. Nawet, jeśli kształt ciała zostaje zniszczony, to duchowa inteligencja pozostaje nienaruszona. Mówimy, że ciało niszczeje, jednak duchowa inteligencja pozostaje niezniszczona. Ta doskonale czysta i prawdziwie duchowa obecność nazywana jest istotą percepcji i inteligencji. Opisuje się ją także jako Buddę i jest nazywana Oświeceniem.”
To są poglądy Seniki.
„Obejmuje zarówno podmiot, jak i przedmiot. Przenika zarówno złudzenie, jak i oświecenie. Pozwólmy więc, by niezliczone rzeczy i wszelkie okoliczności pozostały takie jakie są. Duchowa inteligencja nie współistnieje z okolicznościami i nie jest taka sama jak rzeczy.”
Tu już jest rozdzielenie.
„Pozostaje stale poprzez przemijające kalpy. Możemy także nazywać okoliczności, które istnieją w teraźniejszości realnymi, w takim sensie, w jakim pojawiają się one w oparciu o istnienie duchowej inteligencji. Ponieważ są warunkami wyrastającymi z tej pierwotnej przyczyny, to są prawdziwymi rzeczami. Chociaż tak właśnie jest, to nie są one wieczne tak jak duchowa inteligencja, ponieważ istnieją, a potem znikają. Duchowa inteligencja nie jest związana z jasnością i ciemnością, gdyż poznaje w sposób duchowy. Nazywamy ją duchową inteligencją, a także prawdziwym self. Nazywamy ją podstawą przebudzenia, nazywamy ją pierwotną przyczyną i także pierwotną substancją. Ktoś, kto urzeczywistni tę pierwotną naturę wraca do wieczności i nazywany jest wielkim człowiekiem, który powraca do prawdy. Po tym nie błąka się już poprzez cykl narodzin i śmierci. Doświadcza i wkracza do pierwotnego oceanu, gdzie nie ma już przychodzenia i odchodzenia. Nie ma żadnej rzeczywistości innej niż ta, ale dopóki ta istota się nie wyłoni, trzy światy i sześć stanów pojawiają się i rywalizują ze sobą.” (Roshi wyjaśnia: Trzy światy to: wola, forma i brak formy. Sześć stanów, sześć nieszczęść to: piekło, głodne duchy, zwierzęta, gniewne demony, istoty ludzkie i dewy, czyli bogowie.)
To są poglądy nie-buddysty Seniki.
Wróćmy do Bendowa, części Shobogenzo Dogena. Dogen po swoim powrocie do Japonii odbywał spotkania. To było w czasach, gdy zen w Japonii nie był jeszcze dobrze ustanowiony, czas reformacji religijnych, bardzo niespokojny, ale także bardzo twórczy. Dogen miał mowę, pytał ludzi i stawiał im wyzwania. Zapisane jest to w tekście Bendowa.
Pytanie dziesiąte, to jest pytanie Seniki: „Ktoś powiedział: nie zajmuj się narodzinami i śmiercią. Jest sposób, żeby się pozbyć narodzin i śmierci.”
To w ogóle nie może być dharmą, kiedy starasz się czegoś pozbyć, to brzmi tak, jakby można było się czegoś pozbyć. Próbujesz się czegoś pozbyć, a zwłaszcza narodzin i śmierci, a przecież narodziny i śmierć to życie Buddy samo w sobie. Więc nie staramy się pozbyć narodzin i śmierci. Narodziny i śmierć są same w sobie nirwaną. To prawdziwy praktykujący ujawniający swoje myśli. Tak dzieje się, gdy trzymamy się koncepcji duchowej inteligencji. To bardzo trudno zrozumieć. Czujcie się właśnie tak, że to trudno zrozumieć. Tak samo jest ze mną. Można to czytać i czytać bez końca. Słyszeliście, że są cztery rodzaje koni? Pierwszy – wystarczy, że jeździec podniesie bat, bez uderzenia koń rusza. Drugi – jeździec musi podnieść bat i trącić konia. Trzeci – trzeba konia dwa razy uderzyć, bum, bum. Czwarty – bum, bum, bum, bum… I ja jestem tym czwartym. Czwarty jest najlepszy. Dlaczego? Bo chcecie być pierwszym. Ale w zen każdy koń jest dobry, każdy jest jedyny w sobie. Konie są nieporównywalne. Nie można porównywać dharmy, jest ona nieporównywalna. Jeśli studiujemy dharmę, także musimy być nieporównywalni, wyrafinowani, subtelni, bezpośredni, piękni, brzydcy, prości. To my. To naprawdę my.
Chociaż ciało się rodzi, to postępuje w nieunikniony sposób do śmierci, ale duchowa inteligencja nie umiera.”
Czy tak właśnie myślicie? Dlatego, że ta duchowa inteligencja nie została stworzona, nie może być zniszczona? Więc jak ona umiera? To jest pytanie. Buddadharma mówi, że gdy ciało umiera, to umysł, który jest w tej określonej formie, także umiera. To ważne, ponieważ większość ludzi myśli, że dusza uchodzi z ciała i żyje dalej.
Kiedy uświadomimy sobie, że duchowa inteligencja nie przemieszcza się w cyklu narodzin i śmierci, że istnieje w ciele, wówczas uczynimy to naszą podstawową naturą. Ponieważ ciało jest tylko przejściowe, umiera tu i jest odradzane tam, bez końca, jednak umysł jest niezmienny przez przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.”
To jest tak jak powtarzanie się karmy. Może to być karma rodzinna, osobista, karma twojego kraju czy Europy. Karma została odkryta, czy raczej zaobserwowana przez Buddę. A piękno tego polega, że nie jesteśmy tylko ofiarami karmy. Nawet karma musi powrócić do Wielkiej Rzeczywistości. Wiedza ta oznacza uwolnienie od narodzin i śmierci.
Urzeczywistniając tę prawdę kończysz ostatecznie cykl przemieszczania, w którym się obracałeś do tej pory. Kiedy twoje ciało umiera, ty wkraczasz do oceanu pierwotnej natury. To jest uniwersalne, wszechogarniające. Kiedy powracasz do źródeł tego oceanu, zostajesz obdarzony wspaniałą cechą Buddów i Patriarchów. Ale nawet jeśli jesteś w stanie to pojąć w swoim obecnym życiu, to ponieważ twoje obecne fizyczne istnienie zawiera w sobie błędną karmę z wcześniejszych żywotów, nie jesteś taki sam jak mędrcy. Ci, którym nie uda się pojąć tej prawdy, skazani są na wieczne obracanie się w cyklu narodzin i śmierci.”
To jest różne od grzechu. Możemy to przepracować.
Ten tekst to jest cały czas pytanie kogoś takiego jak Senika, skierowane do Dogena. Brzmi znajomo, prawie jak Dogen. Ale nie to nie jest to, wcale nie to.
To, co jest konieczne, to poznanie natychmiast i bez zawahania znaczenia duchowej inteligencji. Dogen – pytam Cię – co spodziewasz się osiągnąć, spędzając całe życie na poświęceniu się temu bezcelowemu siedzeniu. Co myślisz o tym stwierdzeniu? Czy jest ono zasadniczo w zgodzie z drogą Buddów i Patriarchów?”
A teraz odpowiedź Dogena.
„Właśnie przedstawiłeś poglądy herezji Seniki. To na pewno nie jest Buddadharma. Zgodnie z tą herezją w ciele znajduje się duchowa inteligencja. Gdy pojawiają się okoliczności, ta inteligencja bez trudności rozróżnia: lubię i nie lubię, za i przeciw, ból i podrażnienie, przyjemność i nieprzyjemność. Wszystko to dzięki duchowej inteligencji. Gdy ciało umiera, to duchowa inteligencja oddziela się od ciała i na nowo się odradza w innym miejscu. Pozornie ginie tutaj, ale żyje gdzie indziej, a więc jest niezmienna i niezniszczalna. To są poglądy Seniki. Ale uczenie się tego poglądu i przekazywanie go jako Buddadharmy jest większą głupotą niż pocieranie kawałka złamanej dachówki i przekonanie, że powstanie z niego złoty klejnot. Nic nie może równać się z tym głupim, godnym pożałowania złudzeniem. Hiu Zhong (????) z dynastii Tang przestrzegał przed takimi poglądami. Nie jestże bez sensu podejmować ten fałszywy pogląd, który zakłada, że umysł trwa, a ciało znika, i zrównywać to ze wspaniałą dharmą Buddów? Takie myślenie jest główną przyczyną istnienia cyklu narodzin i śmierci, właśnie dlatego, że myślisz, że jesteś wolny od cyklu narodzin i śmierci”.
Nie można być uwolnionym od narodzin i śmierci, a takie myślenie tworzy jeszcze więcej narodzin i śmierci.
Dogen mówi: „Jakie to żałosne. Powinniście wiedzieć, że to jest fałszywe, nie-buddyjskie podejście, i nie powinniście polegać na tym. Chcę przekazać wam prawdziwą naturę rzeczy i współczucie skłania mnie do tego, by starać się was odwieść od tych fałszywych poglądów. Musicie wiedzieć, że Buddadharma podkreśla jako istotę nauczania, że umysł i ciało są jednym i tym samym, że esencja i forma są zawsze jednym, a nie dwoma. Co dzieje się z ciałem, dzieje się też z umysłem. Co dzieje się z umysłem, dzieje się też z ciałem. Jest to rozumiane zarówno w Indiach, jak i Chinach, więc nie może być wątpliwości w tej sprawie. Czy muszę dodawać, że doktryna buddyjska o niezmienności uczy, że wszystkie rzeczy są niezmienne bez rozróżniania między ciałem i umysłem.”
To jest naprawdę trudno zrozumieć. A kolejne zdanie to druga strona tego nauczania.
Doktryna buddyjska o zmienności uczy, że wszystkie rzeczy się zmieniają bez rozróżniania między ciałem i umysłem. Mówimy tu o narodzinach i śmierci, i że narodziny i śmierć nie są oddzielone od naszej Prawdziwej Natury. Nie tylko naszej Prawdziwej Natury, ale Prawdziwej Natury Wszystkiego. Gdy patrzymy z punktu widzenia niezmienności, wszystko jest niezmienne. Gdy patrzymy z perspektywy przemijania, wszystko przemija. Nie ma w tej kwestii różnicy między umysłem i ciałem, istotą i formą.”
To jest trudno zrozumieć. Najpierw mówię „żadnych zmian”, a teraz, że wszystko się zmienia.
„Gdy patrzymy z perspektywy niezmienności to wszystko jest niezmienne. Gdy patrzymy z perspektywy niszczenia, to wszystko niszczeje.”
To bardzo trudno zrozumieć…
Czy to was zaciekawia? Mam nadzieję, że to rodzaj takiego haka, który chwyta wasz umysł. Jeśli uda się przygwoździć umysł, złapać na takiego haka, to zrozumiecie to pewnego dnia.
Pytanie z sali: Jeżeli wszystko znika, to co zostaje?
Nie wiem… To dobre pytanie. Pytanie, co pozostaje? Jeśli wszystko znika, wszystko umiera, co pozostaje? Nie potrafię powiedzieć. Ale nie powinniśmy mieć w tej sprawie wątpliwości. Moja odpowiedź to pytanie do wszystkich. Co znika tak naprawdę? O czym my mówimy? O całym wszechświecie, o szklance, o self? Co znika? Jeżeli wszystko znika, co pozostaje? A jeśli wszystko nie ginie, co zostaje? To jest ta ostateczna logika. To bardzo piękne. To obejmuje wszystko. Ale my wątpimy, albo nie możemy tego zrozumieć. Albo próbujemy to lekceważyć. Ale to zawiera wszystko. To bardzo miłe. Nic i wszystko. Jeśli patrzysz na świat z perspektywy nic, to wszystko jest nic. Jeśli patrzymy z perspektywy wielu, to każdy z nas jest obecny.
Pytanie z sali: Być wolnym z perspektywy jednego?
Roshi: …widzimy wszystko jako jedno, a jak patrzymy z perspektywy wielu, to wszystko jako liczne. Forma jest pustką, pustka jest formą. Forma jest formą, pustka jest pustką. To jednoczy się w tej niesekwencji, jest razem, łączy się ze sobą. Nie możesz wziąć kawałka nieba. Niebo nawet nie jest tam. Niebo jest tu. Myślimy, że tam. Nie możesz tego kawałka wziąć, ponieważ to zawiera wszystko.
Wracamy do książki. Czy macie jeszcze cierpliwość? Dla mnie to było bardzo trudne. Przez dwadzieścia, trzydzieści lat się z tym zmagałem. Nie czuj się pokonany, ale poczuj, że to początek czegoś wielkiego. Większość ludzi umrze w inny sposób i to będzie mała śmierć, bez połączenia ze wszechświatem. To będzie śmierć w strachu. To bardzo smutne. Zmarnowane życie. To jak umierasz ma wpływ na innych ludzi. Czy jesteś tam, czy nie. Ludzie właśnie w tej chwili umierają, gwałtownie, spokojnie, w różny sposób. Ważne, aby to zrozumieć.
Dogen kontynuuje: „Ponad tym musimy w pełni zrozumieć, że narodziny i śmierć są same w sobie nirwaną.”
Narodziny i śmierć. Nie trzeba tego rozumieć dosłownie. Narodziny to może być coś, co się dzieje w tej chwili, jakiś rodzaj zaciekawienia, coś nowego się rodzi, nowy pomysł, inspiracja, duch, energia. Aby to mogło się wydarzyć potrzebna jest śmierć. Coś musi umrzeć. Jesteśmy wypełnieni, pełni po brzegi. Coś musi umrzeć, aby pojawiła się przestrzeń, żeby coś mogło się wyłonić. To tak, jak opróżnianie kubka. Stara przypowieść zen mówi, żeby coś wlać do kubka, to musimy go opróżnić. My tak samo, musimy być opróżnieni, żebyśmy mogli być napełnieni z powrotem życiem. A więc śmierć jest częścią życia.
„Buddyzm nigdy nie mówi o nirwanie w oderwaniu od narodzin i śmierci. W rzeczywistości, jeśli ktoś myśli, że umysł w oderwaniu od ciała jest niezmienny, to nie tylko myli to z mądrością Buddy, która jest wolna od narodzin i śmierci, ale sam ten umysł, który dokonuje takich rozróżnień, nie jest niezmienny. Tak naprawdę tworzy wtedy narodziny i śmierć.”
Beznadziejna sytuacja. Czyż nie?
„Powinniście się głęboko nad tym zastanowić, głęboko to zbadać. Skoro Buddadharma zawsze utrzymywała tezę o jedności ciała i umysłu, dlaczego więc jeśli ciało rodzi się i umiera, dlaczego też umysł oddzielony od ciała i duszy nie miałby się rodzić i umierać. Jeżeli w jakimś momencie ciało i umysł byłyby jednym, a w innym momencie nie byłyby jednym, to wówczas nauki Buddy byłyby puste i nieprawdziwe”.
Jak można więc mówić, że były jednym, a teraz są dwoma? To jest Senika.
„Poza tym, gdy myślimy, że narodziny i śmierć to jest coś, od czego powinniśmy się odwracać, popełniasz wielki błąd, polegający na odrzuceniu samej Buddadharmy. Więc powinniśmy się strzec takiego myślenia. Zrozumcie, że to, co buddyści nazywają buddyjską doktryną natury i umysłu, wielki i uniwersalny aspekt obejmujący wszystkie zjawiska, obejmuje cały wszechświat, bez rozróżniania między istotą i formą, bez skupiania się na narodzinach i śmierci. Nie ma niczego włączając w to oświecenie i nirwanę, co nie byłoby istotą umysłu. Wszystkie dharmy, niezliczone formy, zagęszczone i bliskie są jednym umysłem. Wszystko jest włączone bez wyjątku.”
To dosyć uspakajające. Nic nie zostaje na zewnątrz. Wszystko jest włączone. Na zewnątrz nie zostaje nawet włos ani odrobina kurzu.
„Wszystkie dharmy, które służą jako bramy wejścia na drogę są tym samym jednym umysłem. Więc buddysta, który uczy, że nie ma żadnej różnicy między bramami dharmy, rozumie naturę umysłu. Jeżeli jest jedna dharma, jeden umysł, jak może być jakiekolwiek rozróżnienie narodzin, śmierci i nirwany? Wszyscy jesteśmy pierwotnie dziećmi Buddy. Nie powinniśmy słuchać szaleńców, którzy propagują nie-buddyjskie poglądy.” (śmiech) Dobry Dogen.
Uczeń: Codziennie czytamy „żaden lęk nie istnieje, całkowicie poza złudnymi myślami, to jest nirwana.” Nie może być rozróżnienia.
Roshi: Co to znaczy, że codziennie czytamy? Czy to rozumiesz?
Uczeń: „Całkowicie poza złudnymi myślami, to jest nirwana.” Nie ma narodzin i śmierci.
Roshi: Nieprawda. Nirwana jest w narodzinach i śmierci. Nie można mówić, że nie ma narodzin i śmierci. Ludzie rodzą się i umierają codziennie. Nasza droga polega na znalezieniu wolności w tych okolicznościach, w tych warunkach, żeby znaleźć nieuwarunkowane w uwarunkowanym. Kiedy skręciłem sobie stopę, przewracałem się, po prostu się przewracałem. Jak starasz się nie upaść, to jeszcze bardziej możesz się uszkodzić. Po prostu trzeba upadać. Kiedy Ryokan, wielki mistrz zen i wielki poeta, przypadkiem na polu warzywnym poszedł za potrzebą, przyszedł wieśniak, który go za to pobił. Ryokan powiedział: Zostałem pobity. I to wszystko. Nic więcej. To jest podejście zen. Ale to nie znaczy, że jakby ktoś chciał zabić, to nie należy nic robić. Myślę, że starałbym się go powstrzymać. Myślę, że bym próbował. Próbujesz?
Uczeń: Ja nie skończyłem.
Roshi: Ty nie skończyłeś? Jesteś na początku…
Uczeń: Jeżeli dobrze zrozumiem odpowiedź Dogena, to tak w ogóle nie ma wielu buddystów, ale gdyby to dobrze zrozumieli, to byłoby ich jeszcze mniej.
Roshi: (śmiech) To prawda.
Uczeń: To wygląda beznadziejnie.
Roshi: Można tak na to spojrzeć, że wygląda beznadziejnie. Kiedy produkujemy masowo rzeczy i je „marketingujemy”, to zabija ducha ludzkiego. Jest takie złudzenie z telefonem komórkowym, że możemy z każdym rozmawiać o każdej porze. Są jednak dobre rzeczy z tym związane i ludzie mogą używać telefonu w dobry sposób. Ale myślę, że każdy wynalazek coś zabiera i jakiegoś gwałtu dokonuje na naszej godności. Tak jak fotografia cyfrowa. Dziś każdy robi zdjęcia, bo jest to łatwe. Ale brakuje określonych umiejętności. Byłem grafikiem użytkowym. Kaligrafowałem i robiłem napisy np. „hamburger”. Do tego trzeba było używać pędzla, wiedzieć, jak zrobić prostą linię, jak obrócić pędzel przy pisaniu „o”, aby wciąż była zachowana ta sama grubość. Teraz już nikt tego nie robi, bo przyklejają gotowe litery. A co się stało z tymi wszystkimi ludźmi, którzy to robili? Nie mają pracy. Tak jest z masową produkcją. Ma uczynić nasze życie łatwiejszym, wygodniejszym. Mamy dzięki niej czuć się bardziej szczęśliwi. Ale to nieprawda. Wystarczy rozejrzeć się po świecie. Mamy wszystko, aby uczynić ludzi szczęśliwymi, ale nie używamy tego. W ogóle tego nie używamy. Bo jesteśmy chciwi. Są trzy zła: jesteśmy chciwi, zachłanni, jesteśmy ignorantami i gniewnymi ludźmi. Seung Sahn, gdy zobaczył zdjęcie prezydenta Busha powiedział: Ten człowiek jest pełen gniewu.
Na pogrzebie Jacka Kuronia widziałem prezydenta (A. Kwaśniewskiego) i przyglądałem się jemu. To było interesujące. Można wiele powiedzieć o ludziach na podstawie tego, jak siedzą, jak krzyżują nogi, jak wstają, jak kierują ludźmi dookoła. To bardzo smutne. To są nasi liderzy. W dawnych czasach chińscy wojownicy byli bardzo uprzejmi, łagodni. To była oznaka wojownika – łagodny i uprzejmy. Nie silny, nie złośliwy. To był prawdziwy wojownik…

Tłumaczenie: Danuta Golec
Spisała: Ania Lichota
Opracowanie red. Ewa Kochanowska
teksty: 

Gwiezdny ogień

Gwiezdny ogień. (Nie-buddysta zwany Seniką, część 2)
Mowa Roshiego Kwonga, Ango w Wildze, 12 lipca 2007 roku

Wczoraj skończyliśmy dyskusję na temat herezji Seniki Przyp. red. Mowa Roshiego ukazała się w Liściu Sangowym w styczniu: list_2008_01. i pojawiło się pytanie Ewy Kochanowskiej. Myślę, że było ono ważne dla wszystkich. Czy pamiętacie pytanie Ewy?
Odniosę się do tekstu. Przypomnę krótko, że w czasach Buddy, człowiek, który nazywał się Senika głosił, że kiedy ciało umiera, to umysł, który nazywał „duchową inteligencją” opuszcza ciało i udaje się do swojego pierwotnego źródła. Podstawowa doktryna buddyjska mówi, że nie można oddzielać ciała i umysłu. To, co przydarza się ciału, przydarza się też umysłowi. One stanowią jedność. Nie są rozdzielone.
Jako przykład przypomnę doświadczenie, o którym już rok czy dwa lata temu wspominałem, które japoński naukowiec robił z wodą. Wyniki jego badań nie były rozpowszechniane, ponieważ zagrażają naszej cywilizacji. Jeśliby je przyjąć, to wiele rzeczy trzeba byłoby zmienić. Kiedyś woda nie była traktowana jako przedmiot, jako rzecz. Z powodu ignorancji nie tylko wodę, ale także czas w ten sposób traktujemy. Zamieniliśmy czas w rzecz. Dogen też o tym pisze w „Shobogenzo”. To jest nie tylko filozofia, ale rzeczywistość, prawdziwe znaczenie istnienia. On to nazywa „bycie czasu”. Gubimy siebie, traktując czas jako rzecz, używając czasu, czekając na czas. Czas mija. Tak jakby to był przedmiot. Ale czas to twoje bycie, to „bycie czasu”, z chwili na chwilę, z chwili na chwilę, z chwili na chwilę... W ten sposób czas cię nie opuszcza dlatego, że ty stajesz się czasem. Woda, czas, prawie wszystko. Zostaliśmy wychowani tak, że zamieniamy wszystko w rzeczy. Tak robiliśmy tworząc cywilizację, która jest wygodna dla naszego małego ego, by mogło przetrwać jeszcze tysiące lat. Może jednak nie będzie to możliwe, może właśnie ego nas zabije. Tak się dzieje na całym świecie. Niewiedza doprowadzi do krańca, właśnie poprzez nadużycie i mylne rozumienie.
Wracamy do pytania. Herezja Seniki mówi, że jest trwałe ja, coś, co żyje wiecznie. Myślę, że również tak wierzymy. Jednak w rozumieniu Buddadharmy, kiedy to ciało znika, ten umysł też znika. Umysł w tej szczególnej formie. Myślałem, jak to może być, że umysł umiera, skoro nie został stworzony? Ale umysł znika w tej szczególnej formie. Potrzebowałem dużo czasu, aby to zrozumieć. Uczę się powoli, co najmniej czterdzieści lat. (śmiech)
Wróćmy do doświadczenia z wodą. Jeżeli masz dwie szklanki z wodą, do jednej z nich mówisz złe rzeczy, a drugą cenisz i mówisz jej dobre rzeczy, to w tej pierwszej załamuje się struktura wody, a druga woda zaczyna śpiewać muzykę, staje się oczyszczona. Czy pamiętacie film (Roshi przypomina tytuł What the Bleep Do We Know?1) na temat fizyki kwantowej? Występuje tam kapłan zen, który recytuje mantry, śpiewa do wody. W miarę jak śpiewa, po prostu „tylko śpiewa” – to jest bardzo ważne „bycie czasu” – „tylko śpiewa”. Po prostu śpiewa, nie myśli o niczym, nie myśli o czymś, co zrobił, co będzie robił, o tym, co będzie na obiad, kto przyjdzie, nie, „tylko śpiewa”. W ten sposób oczyszcza wodę, nawet jeśli jest to woda w pierwszej szklance. Przykro powiedzieć, ale cała woda jest wodą z tej szklanki. Również ta, którą kupujemy. Nawet ci, którzy sprzedają zdrową żywność, oni także nas oszukują, z powodu swojej niewiedzy. Nie jest możliwe, aby woda była czysta, jeżeli płynie prostymi rurami. Tak jak my – istoty ludzkie – robimy różne rzeczy, ale nie możemy „ubrać się w rurę” i iść prosto. To jest przeciw naturze. Ponieważ traktujemy wodę jak przedmiot to, aby przeprowadzić ją od A do B, budujemy najkrótszą prostą drogę i wtedy mamy taką wodę, jaką mamy.
No, więc naukowiec zamroził wodę i ją sfotografował. Miała tak piękną strukturę, jak płatek śniegu, czy jak tęcza, niezwykle piękną. Następnym razem nie mówił do wody tylko napisał coś i przykleił na szklance, potem zamroził i znowu kryształy miały taką wspaniałą strukturę. Woda rozumie wszystkie języki świata: polski, chiński, japoński, angielski, etiopski. Niesłychane! Zwykli ludzie nie myślą w ten sposób. Spowodowałoby to dużo problemów, zaburzyło gospodarkę. Tak jak możecie się spodziewać woda reaguje także na muzykę. Na przykład heavy metal może zniszczyć strukturę, a muzyka Beethovena czy Mozarta buduje kryształy wody na nowo. Kiedy zamieniamy wodę w przedmiot, to sami siebie zamieniamy w przedmiot. My jesteśmy z wody. Nasze ciało składa się w około 70 procentach z wody. Jeśli więc coś do ciebie powiem, to już wiesz, co się stanie. To jest takie potężne. To prawda, rozejrzyjcie się wokół. Zobaczycie ludzi, którzy są nadużyci, zanegowani, odrzuceni. Widać to po ich twarzach, ponieważ są wodą w środku. Więc kiedy siedzimy w zazen, kiedy śpiewamy oczyszczamy siebie, wracamy do naszego źródła.
Wróćmy do pytania Ewy. Przeczytam teraz tylko pół zdania, ponieważ te pół zdania zawiera w sobie też drugą połowę. Tak jak dzień zawiera noc, a noc zawiera dzień. Czy to prawda? Czy to ma sens? Pierwsze zdanie reprezentuje obie części.
„Trwałość i nietrwałość nie są oddzielnymi atrybutami prawdziwej natury rzeczy, (to znaczy, że są połączone). W perspektywie Buddadharmy, z punktu widzenia nietrwałości wszystko jest nietrwałe.”
Wracamy do słowa znikanie, a więc wszystko znika. Takie było pytanie. To bardzo ważne żebyśmy to zrozumieli. Dobrze, nawet, jeżeli będzie to tylko intelektualne czy filozoficzne zrozumienie. To jest mały kawałeczek całości.
Zawsze się zastanawiałem, dlaczego ludzie przychodzą specjalnie na zachód słońca i patrzą. Jest to piękne samo w sobie, ale zawsze się zastanawiałem, dlaczego tak wielu ludzi czeka na ten zachód. Doszedłem do wniosku, że są oni trochę zwariowani, mają chyzia na punkcie uwielbienia dla przyrody. Nie zdawałem sobie sprawy, że jeżeli kogoś tak oceniasz, to takim się stajesz. Jeśli mówisz o kimś, że jest kłamcą, to sam nim jesteś. Tak to działa.
Powiedziano mi, że tuż przed momentem całkowitego zachodu słońca przez bardzo krótki moment można zobaczyć szczególny odcień zielonego koloru. Tylko przez ułamek sekundy, tylko tyle, ile trwa pstryknięcie palcami. Czy ktoś to widział? Może osoby z Gdańska? Gae Aulenti, włoska architekt, która zaprojektowała wnętrze słynnego Muzeum D`Orsay w Paryżu, projektując Muzeum Sztuki Azjatyckiej w San Francisco wprowadziła tam ten kolor. Jego nazwa brzmi: gwiezdny ogień. Występuje wszędzie w środku, wszędzie, tak że czujesz, że jesteś wewnątrz tego koloru. Ktoś mi powiedział, że właśnie ten kolor pojawia się w momencie zachodu słońca. To jest zjawisko. Jesteśmy tam, czekamy na zachód słońca, czekamy na to zjawisko, i w jednej chwili (Roshi uderza o podłogę) … już go nie ma, i znowu trzeba czekać 24 godziny. Jedna chwila… i znika. Gdy fizycznie na to patrzysz, mówisz, że widzisz zieleń, ale właściwie to mogłoby być doświadczenie urzeczywistnienia. Ponieważ za kolorem zielonym nie ma nic, nic nie istnieje. Gdzie to słońce się podziało? Nic nie istnieje, znika także całe otoczenie, znika wszystko wokół. Nic nie ma. Jakbyś mógł to widzieć? Co widzi? Kto widzi?
Wracając do zdania moglibyśmy powiedzieć „Z punktu widzenia zniszczenia wszystko ulega zniszczeniu.” To jest właśnie tak.
Słowo pustka (ang. emptiness) – „siunjata” w sanskrycie, „jata” w „siunjata” i „ness” w „emptiness” znaczy, że nic tam nie ma. A środek tego słowa oznacza, że jesteś przepełniony świadomością. Ponieważ puste nie może rozpoznać pustego, niebo nie może rozpoznać nieba. Dlatego mówią empti-ness. To jest bardzo ważne. To jest to, co rozpoznaje, co rozpoznaje wszystko. Ponieważ, gdyby nie było tam świadomości rozpoznania, nie moglibyśmy tego rozpoznać, nie moglibyśmy niczego rozpoznać.
To było dobre pytanie, ono ze mną zostało. Ewo, jak się czujesz z tą odpowiedzią? To trudne. Trudne z powodu naszego uwarunkowanego umysłu, który jest tak wąski i ciasny, że nie widzi wokół. Tak samo, gdy patrzę, co jest za mną, na ołtarzu, muszę się odwrócić, sprawdzić czy on tam dalej jest, kiedy znowu odwrócę się do przodu. Nie mogę go dotknąć. Istniejemy w tego rodzaju rzeczywistości. Ale jednocześnie jest zaufanie i ufność, że kiedy wstaniesz, twoje stopy dotkną ziemi. A kiedy śpisz, tak jak w kołysance, noc troszczy się o ciebie. Gdy masz głęboki sen, to oddajesz się nocy, spoczywasz w ramionach Buddy. Potem się budzisz, masz ufność, przekonanie i wiarę, i dlatego się budzisz. To bardzo dużo. Rzadko jednak myślimy o tym.
Uczeń pyta czy to pustka rozpoznaje, że umysł i ciało znika.
Roshi: Umysł umiera. Kiedy ciało umiera, to umysł też umiera. Ciało każdego z nas umrze, to jest wiadomy fakt. Wtedy umysł, który nigdy nie został stworzony, który nie ma początku ani końca, także umiera, w tej szczególnej formie. Umysł znajduje sobie miejsce w tym czasowym mieszkaniu. Słynny mistrz zen Bankei2, którego postać została przysłonięta przez mistrza Hakuina, znany był z tego, że znak koła, który zwykle mistrzowie malują jednym ruchem, malował dwoma ruchami, najpierw jedną połowę, potem drugą. (śmiech) Bankei napisał wiersz: „Nienarodzony, (Bankei zaczął używać słowa ‘nienarodzony’, które jest bardzo piękne) nienarodzony umysł znajduje swoje czasowe schronienie w czterech pierwiastkach.” Umysł umiera. Kiedy ciało znika, to umysł znika. To również oznacza, że mamy tylko jedną szansę, jedną szansę. Nikt nie wie, jak długo będzie żył, nawet ty. Czy to sprawia, że czujecie jakąś presję? Mam nadzieję! (śmiech) I wzbudza determinację.
Uczeń pyta czy mimo, że umysł znika w określonej formie, to jednak istnieje zawsze, w jakiejkolwiek formie.
Roshi: Tylko w tym jednym momencie, gdy pojawia się ten „gwiezdny ogień”, to wszystko umiera. Ponieważ wszystko umiera, wszystko pojawia się, wszystko się rodzi. Moment umierania jest momentem narodzin. Kiedy umiera się w tej formie, to się rodzi w innej. Nie pozostaje martwe. Popatrzcie kim jesteśmy, stół, światło. Nieustannie w ten sposób się dzieje. Zmienia się. Nasze istnienie migocze. Migocze, szybciej niż mogę poruszyć dłonią. Ponieważ migocze tak szybko, wygląda jakby było stałe, jakby było przedmiotem. Narodziny i umieranie, narodziny i umieranie… I to jest wielka wolność. Patrzymy na nasze życie, jak się starzejemy lub jak stajemy się młodsi (śmiech). Nieważne jak to czujesz. Nasze życie migocze, w każdym momencie, w każdej kasanie. Jest wolność. Nie wiem jak buddyści to obliczyli, ale w 24. godzinach jest 6 miliardów 500 milionów chwil, kasan. Wszystko migocze tak szybko.
Uczeń pyta czy jest coś, co przechodzi po śmierci, czy cokolwiek naszego ma kontynuację.
Roshi: To jest właśnie herezja. Nic nie przechodzi. Chcielibyśmy, żeby tak było. To jest egocentryczne. Wtedy mamy kontrolę. Ale tak naprawdę nie mamy kontroli. To powoduje, że jesteśmy wrażliwi, nadzy, podatni na zranienia. Nie mamy zbroi. Jesteśmy wojownikami bez zbroi. Czyż to nie wspaniałe, nie potrzebujemy żadnej zbroi.
To ciekawe, kiedy patrzymy na rzeczy. Istoty ludzkie mają tendencję, żeby kategoryzować wszystko. Ale nie mają pojęcia, co jest źródłem tych wszystkich rzeczy, niezależnie od tego czy są one dobre czy złe. Jak coś jest bardzo dobre, mówimy, że jest dobre. Pamiętacie Seung Sahn mówił: „Dobra rzecz to zła rzecz, zła rzecz to dobra rzecz.” Ponieważ wkrótce dobre rzeczy się kończą, dlatego że tak bardzo je lubimy, i zaraz pojawia się coś złego. Droga środka jest poza dobrem i złem. Jesteśmy złapani przez tę polaryzację dobrego i złego, lepszego i gorszego, niebiańskiego i piekielnego. Ale poza tym rozróżnianiem karma sama w sobie musi powrócić do Wielkiej Rzeczywistości. I to jest naprawdę piękne. Nawet demony pochodzą z Wielkiej Rzeczywistości. Poza złudzeniem jest Budda. I to jest wolność.
Uczeń: Skoro nic nie przechodzi, to skąd mamy o tym wiedzę, że nic nie przechodzi?
Roshi: Co historia mówi na to? Gdyby tak nie było, bylibyśmy skończeni. Nie byłoby nas. Potwierdza to także tradycja monastyczna.
Wracamy do tekstu. Podam jeszcze dwa przykłady z Shobogenzo, z Genjo koan. Stąd właśnie pochodzi nazwa ośrodka na Górze Sonoma – Genjo-ji.
„Kiedy ktoś znajduje się w łodzi na morzu i patrzy wstecz na linię brzegu, to może mu się wydawać, że brzeg się porusza. Jeśli skieruje swój wzrok w dół i popatrzy na łódkę, to zdaje sobie sprawę, że to łódka się porusza, a nie brzeg. Kiedy człowiek stara się potwierdzić istnienie rzeczy swoim pomieszanym umysłem i ciałem, to popełnia błąd, myśląc, że jego własny umysł, jego własna natura jest trwała i niezmienna.”
Dogen mówi, że jeśli zwrócisz się do środka siebie, do swojego wnętrza, jeśli zwracasz światło umysłu do źródła, skąd te wszystkie myśli się wyłaniają, jeśli kierujesz swoje świecenie do wewnątrz – to jest to praktyka, która ucina myślenie. Kiedy chcesz myśleć, wtedy myślenie będzie krótkie. Ponieważ ciało i umysł będą spełnione, będziesz widział bardzo wyraźnie. Nie w ten sposób: „czy powinienem zrobić to czy to, i znowu czy to czy to”, i tak w nieskończoność. Jako istoty ludzkie myślimy, ale jest to nadmierne myślenie i powoduje chorobę. Kiedy zwracasz się do swojego wnętrza, kierujesz swoje światło do wewnątrz, wtedy czynisz codzienne czynności bezpośrednio własnymi. Dlatego, że wszystkie rzeczy pozostają bez „ja”. Małe „ja” jest nierzeczywiste. To jest najważniejsze do odkrycia. Kiedyś to rozpoznasz. Po pierwsze musisz się zapytać: jak mogę to rozpoznać? To jest ciało mądrości. Nasza prawdziwa natura je rozpoznaje. Gdyby nie było to prawdą, dharma umarłaby dawno temu. To musi być prawdą. Dlatego, że ta wiedza, doświadczenie i praktyka trwają od 2572 lat.
To jest piękna część Genjo-koanu. Jest też przypis. Abe Masao (?)3 wyjaśnia: „Jeśli utrzymujesz wzrok na łódce...” Jesteśmy wychowani, żeby zawsze patrzeć na zewnątrz, tutaj jednak patrzysz do środka i dopiero stamtąd na zewnątrz. To jest duża różnica. I kiedy patrzysz do środka to widzisz nic, i wtedy patrzysz na zewnątrz i widzisz jak jest cudownie. To jest system nie-przekonań. Świat cierpienia. Jest cierpienie i jest piękno. Kiedy cierpimy, to cierpimy do cna. Gdzieś zawsze istnieje nadzieja, że nie ma bólu, cierpienia, to nazywamy wolnością. Ale to nieprawda. Będziemy mieć dużo cierpienia, dlatego że jesteśmy ludźmi. Takie jest nasze życie, cierpienie i radość. Dopiero kiedy nauczymy się żeglować naszą łodzią „utrzymując wzrok na łodzi i nie postępując za zewnętrznymi dharmami”, czyli rzeczami na zewnątrz, poza sobą... A my zawsze za nimi postępujemy. Nie musisz stale sprawdzać. Sam to odkryłem. Kiedy wkładasz list do skrzynki (teraz już nikt nie pisze listów, wszyscy korzystają z poczty elektronicznej) nie zaglądaj do skrzynki! Nie sprawdzaj! Wiesz, że go tam włożyłeś! Wiesz to! Więc nie sprawdzaj! Nie ma takiej potrzeby. Mówię na serio. Za każdym razem, kiedy sprawdzasz, to podważasz ducha swojej mądrości i tracisz swoją podstawową tożsamość. Czy to rozumiesz? Seung Sahn mówił: „Nie sprawdzaj, bo to jest umysł sprawdzający, to nie jest zen.” To jest głębokie. Widziałem kogoś w trakcie zazen sprawdzającego czas. A przecież jest doan. On odpowiada za czas. Nie musisz się o tym zajmować.
Jeszcze jeden przykład z Busho. Busho znaczy Natura Buddy. To jest jeden z najdłuższych tekstów w Shobogenzo.
„Bardzo wielu uczniów buddyzmu, kiedy słyszą słowa Natura Buddy, mylą to z self, które głosił Senika. Tak jest, ponieważ nie napotkali prawdziwej osoby. Musisz napotkać prawdziwą osobę, czyli siebie samego. Oni nie napotkali swojej prawdziwej natury, nie napotkali prawdziwego nauczyciela. Mylą ruchy wiatru i ognia ich świadomego umysłu z oświeceniem i przebudzeniem Natury Buddy. Świadomy umysł zostaje przebudzony do Natury Buddy. Ale kto powiedział, że Natura Buddy jest uzyskiwana przez przebudzenie?” To jest piękne, ponieważ nigdy byśmy o tym nie pomyśleli.
Zobaczmy w przypisach, co jest na temat „ruchów wiatru i ognia”. Podobnie jak w Genjo-koanie. To jest dla mnie radosne, ponieważ można zobaczyć związki, połączenia. To wszystko się łączy. A więc osoba na łódce, która widzi jak brzeg się porusza to jest właśnie „ruchy wiatru i ognia”. Jesteśmy schwytani przez zewnętrzny świat, jesteśmy w pułapce zewnętrznego świata, ponieważ nie znamy naszego wewnętrznego świata. Jesteśmy schwytani, uwięzieni przez zewnętrzny świat. Ale jest droga wyjścia.
Zajmiemy się teraz określeniem Natura Buddy. „Ale kto powiedział, że Natura Buddy ma oświecenie i przebudzenie?” Ludzie mogą mówić, ale ten „gwiezdny ogień” jest taki, jaki jest, i taka jest Natura Buddy. Jeśli zostaniemy z tym, co mówi się o przebudzeniu i oświeceniu, jeśli zatrzymamy się tylko przy tych słowach, to będziemy rozumieli tylko intelektualnie. Zen to Soku Shin Ze Butsu – „Właśnie Umysł jest Buddą”. „Kto to jest, kto nadchodzi?” Jeśli pojawia się w obecności innej osoby. Szósty Patriarcha napisał: „Kto to jest, kto nadchodzi?” Nie można tego zintelektualizować. To praktyka, doświadczenie.
Mistrz Koń spacerował ze swoim uczniem. Przelatywało stado gęsi. Mistrz Koń zapytał ucznia: „Co to jest?” Uczeń: „Gęsi odleciały.” Mistrz pociągnął go za nos i powiedział: „Jak mogły gdziekolwiek odlecieć?”
Próbujemy uczyć się studiować prawdziwe przebudzenie, ale musimy pamiętać, że prawdziwe przebudzenie to nie jest praca świadomego, myślącego umysłu. Nie ma nic wspólnego ze świadomością czy percepcją, dlatego że ciebie nie ma, nie ma twojego ja w tym doświadczeniu. Nie jesteś w czasie. Jesteś szarpany przez zewnętrzne dharmy. I te słynne strofy z Genjo-koanu: „Studiować Zen to studiować siebie, studiować siebie to zapomnieć o sobie, a zapomnieć o sobie to być jednym ze wszystkim.” To zapomnienie „ja” nie znaczy, że jesteś roztargniony czy zapominalski, ale że pozostawiasz z tyłu to uwarunkowane „ja”. Tak jak Dogen w świątyni Tendo Njodzio. Podczas nocnego siedzenia mnich obok Dogena zasypiał i wtedy Tendo Njodzio uderzył go klapkiem, i powiedział „Zazen to nie spanie, zazen to odpadanie ciała i umysłu.” Ostatnie zdanie z tych kilku strof, żeby: „być oświeconym przez wszystkie rzeczy”. To takie piękne. Cokolwiek, wszystko... Nic nie zostaje, nawet kawałek kupy. Naprawdę. Ktoś bezdomny, szare niebo, krzywe drzewo, cokolwiek. To miał Dogen na myśli.
Dogen kładzie nacisk na urzeczywistnienie, kiedy wszystko staje się jednością. To ten moment, ten „gwiezdny ogień”. To nie musi być „gwiezdny ogień”. Ludzie udają się nad ocean, na plażę, jadą w góry, do lasu. Coś ich tam ciągnie, ciągnie do tego powrotu. Coś w środku wie, że nie ma początku ani końca, że jest rozległość. Ta zewnętrzna, uwarunkowana rzecz trzyma się tej ich części, że szukają piękna. Co to znaczy piękno? Skąd pochodzi? Coś promieniuje tym pięknem, coś je emituje. Oni chwytają tylko powierzchnię, wracają do domu, czują się zadowoleni. Nie powinniśmy zostawać na powierzchni, ale sięgać do głębi tej ekspresji. Cała woda, którą niesiemy w sobie, wszystkie te kryształy po prostu świecą, iluminują. To cicha iluminacja.
Jest taki piękny wiersz Seung Sahn’a. Myślę, że to dzięki niemu przyjechałem do Polski. Jestem jego dłużnikiem, jestem mu bardzo wdzięczny. Współczuł mi, ponieważ mój nauczyciel umarł. Starał się mi pomóc. Kiedy zobaczyłem jego książkę, w której mówił: „Jeśli powiesz to, to cię uderzę, jeśli powiesz tamto, to też cię uderzę.” Myślałem, że nie chcę go spotkać. I ponieważ nie chciałem go spotkać, dlatego właśnie on mnie spotkał. To działa w ten sposób. To, czego najbardziej się boisz, dopadnie ciebie.
Często nas odwiedzał. Byłem bardzo szczęśliwy. Pierwszy raz spotkaliśmy się w Nowym Yorku. Wtedy jego dzisia dał mi jego wizytówkę, a ja zaprosiłem go do naszego ośrodka. Z Berkeley jest około półtorej godziny drogi na Górę Sonoma. Jadąc do nas, jeszcze w dolinie widział trzy tęcze. Ta dolina nazywa się Doliną Księżycową. My na górze, czekając na niego widzieliśmy dwie tęcze. Nasze spotkanie było bardzo piękne. Kiedy mistrzowie japońscy się spotykają, to intensywnie patrzą sobie w oczy, jak dwa koty. Z Seung Sahn’em było bardzo ciekawie. Popatrzył na mnie, ja na niego, a wtedy on odwrócił głowę. Ale uścisnęliśmy sobie dłonie, i to było bardzo miłe. Potem przyszedł do mojego domu, chciałem mu coś dać, coś bezcennego. Mam taką przeszkloną szafkę, witrynkę mojej mamy, moje muzeum. I zapytałem, czy coś mu się podoba, a on podziękował. Mój najmłodszy syn, Demian, znalazł taki papier pomalowany w tęczę, który leżał na podłodze. Seung Sahn Nim pokazał na podłogę i powiedział, że to może wziąć.
Pewnego roku było dużo trudności w różnych ośrodkach zen. Tak się dzieje we wspólnotach, źli nauczyciele – dobrzy nauczyciele, źli uczniowie – dobrzy uczniowie. Powiedziałem do Seung Sahn’a: „Zawrzyjmy układ. Ty i ja będziemy iść prosto.” I zaproponowałem, że zamienimy się na rok zegarkami: „Ja ci dam mój, a ty mi swój.” Mój był Seiko, jego Rolex. (śmiech). Po powrocie jego uczniowie pytali: „Co się stało się z zegarkiem, który ci podarowaliśmy?” To był prezent od uczniów, składali się na niego. Powiedział: „Nie jestem przywiązany do mojego ciała, jakbym mógł być przywiązany do zegarka?!” Kiedy przyszedł czas na wymianę, Seung Sahn powiedział, że nie ma mojego Seiko, bo „umarł” (śmiech), i zostawił mi swojego Rolexa. (śmiech)
Uczył mnie, jak prowadzić dokusan i zaprosił mnie na prowadzone przez siebie rozmowy z uczniami. To jest koreański zen rinzai. Uczył mnie tej formy. Było to w Kalifornii, padał śnieg, piękne zendo w jurcie, a pokój dokusan oddalony był od jurty około 25 metrów. Ludzie musieli wyjść na zewnątrz, żeby się tam dostać szli przez śnieg i błoto. Wtedy prosił mnie lub ucznia, aby przeczytać jego wiersz „Człowiecza Droga”:

Chmury pojawiają się, chmury znikają.
Chmury zawsze przychodzą, chmury zawsze odchodzą.
Taka jest droga człowiecza.
Kiedy się rodzisz, skąd przychodzisz?
Kiedy umierasz, dokąd odchodzisz?
Pierwotnie chmura nie istnieje.
Jest tylko jedna rzecz, która nie pojawia się i nie znika.
Jest czysta i jasna, przejrzysta przestrzeń.
Czymże jest ta czysta, jasna, przejrzysta przestrzeń?

Jedno zdanie „Pierwotnie chmura nie istnieje.” Buddyzm mówi, że wszystko jest złudzeniem. Wszystko i nic jest złudzeniem. Twoje urzeczywistnienie dokonuje się poprzez te rzeczy i nie-rzeczy, bo za nimi nic nie ma. Dlatego mówią, że wszystko jest złudzeniem. Dopiero potem możesz docenić niebo, słońce, księżyc, gwiazdy i ludzi. „Pierwotnie chmura nie istnieje.” Nie istniejemy. Dopiero wtedy możemy zacząć istnieć, kiedy to urzeczywistnimy. W Buddadharmie już mamy urzeczywistnienie. Jakbyś mógł je rozpoznać, gdybyś go nie miał? Każdy je ma.

Tłumaczenie (na żywo): Jurek Kuun
Spisała z taśmy: Ania Lichota

1) Przyp. red. Polski tytuł w wolnym tłumaczeniu: Co my pip właściwie wiemy? W tym filmie pada wiele fundamentalnych pytań o naturę rzeczywistości, o to kim jesteśmy i czym jest ten świat, i na te wszystkie pytania autorzy próbują odpowiedzieć z punktu widzenia fizyki kwantowej.

2) Przyp. red. Bankei Yotaku (1622-1693)

3) Przyp. red. Prawdopodobnie chodzi o Masao Abe (1915-2006) filozofa buddyjskiego, autora i tłumacza książek, m.in. Shobogenzo.
teksty: