początek

05.09.2004
17 miliardów lat temu pojawił się kosmos a wraz z nim ja i cała materia przestrzeni. i od tamtej pory nieustannie trwa moje zmaganie się z codziennością. dziś pomyślałem sobie : zacznę nowe życie, wypełnię siebie nowym tchnieniem światła ale zanim to nastąpi muszę udać się na spoczynek bo jutro znów czekają mnie "szarych dni pagóry".

07.09.2004 Odkrycie
dzisiaj dokonałem wstrząsającego odkrycia. dostrzegłem swoja ograniczoność. i to mnie powaliło. dotychczas byłem czystą nieskończonością w żaden sposób nie związaną z materią, bez przyczyny i bez względu na konsekwencje kosmicznego bałaganu, dryfowałem w oceanie bezczasu. teraz nagle poczułem swoja cielesność. porażony tym faktem, niczym feniks próbuje podnieść się z popiołów i na przekór temu co donoszą media o zawartości puszki pandory, śmiem kroczyć "w stronę słońca", "jasny i gotowy".

24.03.2005 Dołek
Dziś nie będzie wesoło. Ani poprawnie politycznie. Będzie o katastrofalnym stanie mego ducha i o zgrożeniu powodzią.

"bywają myśli, które rozsadzają mózg, myśli o takiej mocy i brzydocie że upadlają człowieka gdy zrodzą się w jego głowie."

Paul Auster

Tak mi się to zdanie spodobało że postanowilem je zapisać. Dokładnie oddaje to co tak często mnie dopada. hoopless and disaster. Jak to pokonać?

oto jest pytanie!

06.05.2005 sukces!

wziąłem udział w XV biegu konstytucji 3 maja. 5 km trasę pokonałem w czasie 26,10. a w końcówce wyprzedziłem jeszcze paru gości. jeden z nich na mecie mi pogratulował ściskając po męsku dłoń. to jest to. przygotowuje się do maratonu i mam zamiar zwyciężyć

hahaha.

27.05.2005
no proszę, a jednak ktoś to czyta.to dobrze. w gruncie rzeczy o to właśnie chodzi. zaznaczyć swoja obecność w kosmosie. przejść do historii. zaistnieć. wczoraj w nocy znów dopadł mnie ten przerażający smutek. wyszedłem do drugiego pokoju nie budząc żony i łkałem, szlochałem jak małe dziecko. ból w mostku, tak silny, że chwilami myślę że to zawał. ale przecież nie będę robił paniki. w końcu kogo obchodzi moje życie.