Soku Shin Ze Butsu – Właśnie Umysł jest Buddą

Soku Shin Ze Butsu – Właśnie Umysł jest Buddą
Mowa Roshiego Kwonga, Ango, Wilga, 10 lipca 2007 roku

Dzień dobry.

Chciałbym zacząć od podziękowania Jurkowi za to, że podejmuje tak wielki wysiłek w swojej sytuacji. Ważne, abyśmy zrozumieli to, że wyjeżdża nie oznacza, że go tu nie ma. Czy rozumiecie co mam na myśli? Kiedy Roshi Suzuki odchodzi – zawsze jest tutaj. Musimy myśleć w ten sposób. Nie tylko myśleć, ale czuć to na wskroś. To jest bardzo ważne. To jest przekonanie. I to jest owoc waszej Dharmy. Budda nie żyje. Historyczny Budda nie żyje. Ale Budda jest tutaj. I gdyby to nie była prawda, mnie by tu nie było. To jest bardzo proste.

Pamiętam, kiedy zaczynałem praktykować, byłem na wsi. Była wielka burza. Wiał wiatr, prawie jak na Islandii, gdzie często wieje bardzo silny wiatr. Powiedziałem wtedy do siebie: nic się nie porusza. Nic się nie porusza. To prawda, że wiatr wieje, ale to pierwszy wgląd, że nic się nie porusza. I wtedy dostrzegasz jak wiatr jest ostry. To jest wielka różnica w postawie. Tak jak sposób, w jaki wchodzisz do zendo, jak wychodzisz z zendo. Jak niesiesz samego siebie do swojego domku. I te wszystkie małe podróże, które wydarzają się zanim dotrzesz do domku. Twoja postawa, twoje nastawienie, twoje zachowanie odzwierciedlają głębię twojego zrozumienia. To wszystko jest połączone i to są ważne rzeczy.

Może zacznę od miejsca, w którym Jurek zaczął mowę. Myślę, że to ważne, abyśmy przeczytali pierwszy, wstępny paragraf. Pamiętajcie, to zostało napisane w XIII wieku. Dawno temu. Jesteśmy w XXI wieku. Czy jesteśmy bardziej nowocześni? Dziś to ma takie samo zastosowanie, to jest to samo.

Soku Shin Ze Butsu w moim tłumaczeniu znaczy „Właśnie Umysł jest Buddą”. Po tym dodałbym wers „Umysł jest Umysłem, Budda jest Buddą”. Wracając do tłumaczenia „Soku” znaczy „właśnie”, „Shin” znaczy „Umysł”, „Ze” to „jest” i „Butsu” to oczywiście „Budda”. „Właśnie Umysł jest Buddą” to, jak wiecie, bardzo słynne zdanie. Ale wielu ludzi zinterpretowało tę myśl jako podstawę do wspierania wiary w naturalizm. Mówią: jeśli nasz umysł tu i teraz jest właśnie Buddą, to nasze postępowanie musi być zawsze właściwe. W tym wypadku nie musimy wkładać żadnego wysiłku w zrozumienie i urzeczywistnienie Dharmy. Czy to jest naturalizm?... Nie jestem pewien...

Pamiętacie jak Dogen napotkał tekst o tym, że mamy naturę Buddy? Jego pytanie, które popchnęło go do wielkich poszukiwań brzmiało: „Jeżeli mamy naturę Buddy, to dlaczego mamy praktykować?”. Ciągle ta sama kwestia. To jest przekonanie, system przekonań. Utrzymuje się on do dzisiaj, bo pewni ludzie właśnie w to wierzą. Jednakże ta interpretacja, jak pisze Dogen, jest poważnym błędem. Zasada, że właśnie umysł jest Buddą, musi być zrozumiana nie z perspektywy intelektu, ale z perspektywy praktyki. Innymi słowy, zasada ta nie oznacza wiary w coś duchowego nazywanego umysłem, ale potwierdza czas „teraz” i miejsce „tutaj” jako rzeczywistość samą w sobie.

„Tu i teraz” to taki hippisowski termin z lat 60. Bądź tu i teraz. Podobno przy pomocy prochów łatwiej jest być „tu i teraz”. Ale ja nie wiem, do jakiego „tu i teraz” ludzie w ten sposób dochodzili (śmiech). Pejotl, meskalina, halucynogeny. W tamtym czasie Roshi Suzuki został zaproszony na małe spotkanie i ktoś dodał czegoś do ciastek. Roshi postanowił wyjść wcześniej z tego przyjęcia. Następnego dnia wygłosił mowę i powiedział, że nie 360 stopni, a nawet nie 180, ale może najwyżej 10 albo 15 co robią te prochy. Wiecie dlaczego to nie działa? Dlatego, że to jest coś z zewnątrz, co jest przyjmowane do środka. Natomiast, jeśli mówimy o naszej praktyce, jest to podstawowy, całkowicie naturalny, organiczny proces.

To „tu i teraz”, tu (Roshi uderza kijem) dokładnie tu! Jest pionowe. Absolut. A teraz (Roshi uderza kijem) jest względne. Poziome. Miejsce. Czas, bycie czasem, punkt, kiedy te dwie linie się przecinają. Wtedy coś się wydarza. Dokładne w tym momencie. Tak dokładnie, że nikt nie potrafi przewidzieć, kiedy to się stanie. Więc mówią: „kiedy?”. Możesz powiedzieć, że to wynik długiej praktyki. W tej praktyce poddanie się, podporządkowanie się jest bardzo istotne. Kiedy się poddajesz. Dokładnie tutaj, dokładnie teraz. Czas i miejsce muszą zawsze być absolutne i właściwe, abyśmy mogli nazwać je Prawdą albo Buddą.

Wróćmy do ostatniej części książki. Pamiętacie z wczoraj ten wers? Nie użyłem słowa „świadomość”, ale „urzeczywistnić”. Kiedy urzeczywistniamy umysł całe niebiosa spadają i cała ziemia rozstępuje się. Tak brzmi tłumaczenie, choć moglibyśmy to ująć w inny, bardziej subtelny sposób, jednak znaczenie pozostanie to samo. Kiedy urzeczywistniamy umysł, całe niebiosa znikają i cała ziemia odpada. To jest urzeczywistnienie prawdy. Genjo Koan jest urzeczywistnieniem prawdy. Wszystko znika. I wtedy nagle, wszystko wraca. Ale teraz to jest troszkę inne, rzeczywistość jest inna. Oświecenie jest tylko etapem wędrówki. To nie jest cała podróż. Czeka was wiele doświadczeń. Musi być wiele różnych doświadczeń, bo wszystko się zmienia. To nie jest koniec. Oświecenie oznacza również doskonalenie twojej pierwotnej mądrości, ponowne odkrycie wrodzonej mądrości i współczucia, jako wyrazu tej mądrości. Współczucia dla innych ludzi, ponieważ ci ludzie to ty sam. Te wszystkie rzeczy, wszystkie inne rzeczy to ty sam.

Dalej, tak jak wczoraj przeczytał Mikołaj, jest napisane: „ziemia rośnie o trzy cale”. (wywiązała się dyskusja na temat polskiego tłumaczenia, w którym zamiast „cale” przetłumaczone są „łokcie”) Pamiętacie, jak poszliśmy na pchli targ, jak mierzyliśmy skarpetki? Każdy ma inny rozmiar stopy. Musisz owinąć skarpetkę wokół pięści – to jest twój rozmiar!

W Ameryce słowo „patriarcha” tłumaczy się jako „przodek”, dlatego, że „patriarcha” jest słowem rodzaju męskiego. (do kobiet) Macie szansę!

„Starożytny przodek powiedział: Czym jest głęboki, czysty i jasny Umysł? To góry rzeki i wielka ziemia. To słońce, księżyc i wszystkie gwiazdy. Wyraźnie rozumiał on, iż Umysł to góry, rzeki i ziemia, słońce, księżyc i gwiazdy. A jednak, jeżeli posuniecie się za daleko w tych słowach, czegoś zabraknie. Jeśli cofniecie się o krok, wyrażać będą zbyt wiele.”

Z jednej strony jest za mało, niewystarczająco. Kiedy jest za dużo? Czy byliście kiedyś w takiej sytuacji, kiedy jest za mało, i kiedy jest za dużo? Co powoduje, że jest za mało? To my idziemy do przodu, samych siebie popychamy naprzód. A kiedy decydujemy, aby się cofnąć, jest za dużo. Za bardzo wybiegamy naprzód, więc za bardzo się cofamy.

Umysł. Góry, rzeki i ziemia są niczym innym jak górami, rzekami i ziemią. To jest Sutra Serca. Forma jest formą. Ponieważ ziemia jest ziemią, księżyc jest księżycem, kolejne zdanie jest naturalną kontynuacją. Nie ma nic dodatkowego. Żadnych złudzeń. A może jest mnóstwo złudzeń?! To jest świat Buddy. Zaprasza wszystko. Wszystko przyjmuje. Dlatego, że za złudzeniem jest Budda. To jest w tym wszystkim wspaniałe. Za twoimi złudzeniami, za twoim lękiem. Za tym, co w tobie negatywne i pozytywne, jest Budda. Ale musisz to zbadać. Dotrzeć do tego miejsca. W ten sposób nie ma dodatkowego zamglenia. Nie ma mgły. Umysł jest życiem i umieraniem. Przychodzenie i odchodzenie. Niczym innym niż życiem i umieraniem, przychodzeniem i odchodzeniem. Ciekawe, że to się powtarza. I znowu nie ma dodatkowych złudzeń ani nawet urzeczywistnienia. Nie ma nic poza tym. Nie ma Buddów, nie ma zen. Tylko góry są górami. To wszystko.

W 1975 ktoś zrobił mi zdjęcie takim specjalnym aparatem w naszym Zendo w stodole. Kiedy dostałem to zdjęcie szybko podpisałem je: „siedząc w złudzeniu”. Nie wiedziałem, dlaczego to napisałem. W tamtym roku miałem raka. „Siedząc w złudzeniu”. Mam taki charakter, że nie chcę mieć nic wspólnego z iluzją. Jestem lepszy, nieskazitelny. Chcę być. Ale przecież zen to wszystko. Złudzenie. Musimy przejrzeć nasze złudzenia na wylot. Bezużytecznym jest stwierdzenie, że nie mamy złudzeń. Lepiej powiedzieć, że dajemy się zwieść iluzji, albo „siedząc w złudzeniu”. To było naprawdę dobre, ale wtedy nie wiedziałem, co piszę. Teraz to rozumiem. Moja ręka to napisała. Nie mój mózg. Bo nasz mózg cenzuruje nasze pragnienia.

Umysł jako żywopłoty, dachówki, kamienie nie jest niczym innym jak żywopłoty, dachówki, kamienie. Miałem bardzo ciekawe doświadczenie w Japonii z dachówkami. Jak się przyjeżdża do świątyni, szczególnie starej, dachówki są porozrzucane wszędzie na ziemi. Roshi Moriyama zaprosił mnie do pewnej świątyni, bo była inna od wszystkich pozostałych. Była przerobiona ze starego wiejskiego domu. Nie było telefonu, elektryczności, telewizora, dvd, wtedy w ogóle nie było takich rzeczy. Teraz jest ich coraz więcej. Przykro mi z tego powodu. Wam nie. Dobrze jest żyć prosto. Ja ciągle nie mam komórki. Było tam bardzo zimno i przeziębiłem się. Nie byłem przygotowany na taka temperaturę, jestem z Kalifornii. Jak przyjeżdżasz do jakiejś świątyni, to chcesz dobrze wyglądać. Ale wszystko przepadło, leciało mi z nosa. Roshi Moriyama przygotował mi kąpiel, narąbał drewna i wsadził mnie do takiego wielkiego gara. Następnego ranka przygotował mi śniadanie. Nadszedł czas, by wyjechać. Jak każdy gość, który tam przyjeżdża, dostałem magiczny flamaster Made in Japan i on powiedział, abym napisał coś na dachówce i zostawił w świątyni. Natychmiast przypomniał mi się koan o Mistrzu Koniu. Kiedy Mistrz Koń medytował, podszedł do niego nauczyciel i zapytał „dlaczego siedzisz?” On odpowiedział „siedzę, aby stać się Buddą”. Wówczas jego nauczyciel, myślę, że to był Nangaku, podniósł dachówkę i zaczął ją trzeć. Mistrz Koń zapytał: „dlaczego ją trzesz?” Nangaku odpowiedział: „staram się z niej zrobić lustro!” To jest jedna z ulubionych opowieści Roshiego Suzukiego. Pamiętam to, bo pomyślałem o tym zanim chciałem napisać, zanim moja ręka napisała: „dachówka jest dachówką”. W tym momencie stare drzewo, które stało tuż obok się przewaliło TRRRACH!!! Byłem zaskoczony. Co się potem stało? Roshi Moriyama pobiegł do zendo i zaczął bić w han BAM! BAM! Wezwanie i odpowiedź. Wezwanie i odpowiedź. To jest dachówka.

„Umysł jako żywopłoty, dachówki, kamienie, nie jest niczym innym jak żywopłoty, dachówki, kamienie. Nie ma żadnego dodatkowego błota ani wody. Nic dodanego, nic dodatkowego. Umysł jako cztery żywioły w pięciu warunkach, jest niczym innym niż cztery żywioły w pięciu warunkach.” Nie jest to napisane w tym tekście, ale chodzi o to, że wszystko jest tym, czym jest. „I nie ma żadnego dodatkowego konia ani małpy. Koń oznacza naszą wolę, a małpa umysł małpi. Umysł jako krzesło mistrza zen, albo kij mistrza zen, jest niczym innym niż krzesło i kij. Nie ma żadnego dodatkowego bambusa ani drewna. Ponieważ stan jest właśnie taki, właśnie umysł jest Buddą, jest nieskażony, właśnie umysł jest Buddą. Wszyscy Buddowie są nieskażonymi Buddami. Ponieważ tak jest, to właśnie umysł jest Buddą. Jest Buddą samym w sobie. Kto ustanawia wolę, przechodzi trening, urzeczywistnia Bodhi i doświadcza Nirwany. Jeśli ktoś nigdy nie ustanowił woli, nie wzbudził w sobie umysłu początkującego, nie przeszedł treningu, nie urzeczywistnił Bodhi i nie doświadczył Nirwany, to ten stan nie jest „Właśnie umysł jest Buddą”. Jeśli ustanawiamy umysł i praktykujemy choćby tylko przez jedną część chwili (w oryginale: sana - jest to sanskrycki termin określający 1/65 czasu potrzebnego na pstryknięcie palcami. Bardzo krótki czas, krótki, ale ma swoją głębię. Nie możemy zmierzyć – długi czy krótki. Nasz zwykły umysł chce, żeby to było długo, ale to nie ukazuje się w ten sposób. Więc nie czujemy się z tym dobrze. To podtrzymuje złudzenie. Złudzenie, że to już odeszło. Ale to nigdzie nie poszło. Nie ma dokąd iść. Jak wszystko może pójść gdziekolwiek? Jest wszędzie.

Tak więc w tej pojedynczej cząsteczce... To przypomina mi historię o kimś, kto dostał nagrodę Nobla z fizyki, nazywał się Steven Chu. Był w stanie przy pomocy lasera gazowego w pomieszczeniu wielkości tego zendo, spowolnić ruch atomów z 4000 km/h do 4 cm/h. Ile to mil na godzinę?... Dużo, prawda?... Nie mogłem się powstrzymać i napisałem do niego. Napisałem, że robię takie doświadczenia od pięćdziesięciu lat. Naszym laserem jest nasza świadomość, Pradżnia. Używamy jej, by zwolnić myśli. Co się dzieje z twórczymi ludźmi? Zatrudnili go w laboratorium atomowym w Berkeley. Jest teraz szefem. Odkąd został zaprzęgnięty w całą tę administrację, koniec z jego kreatywnością. Oto, co się dzieje. Bardzo rzadko odmawiasz, kiedy dają ci taką robotę. Gubernator Kalifornii – Jerry Brown, został potem merem w Oakland. Tam jest wysoka przestępczość, dużo zabójstw. Politycy nigdy tego nie robią, nie schodzą stopień niżej. On to zrobił dlatego, że rozumiał system. Złudny system, w którym żyjemy. Nie pniemy się do góry. Im wyżej się wespniesz, tym mniej masz wolności i twórczości. Więc niektórzy schodzą stopień niżej.

„W przeciwieństwie – podejmowanie treningu, by stać się Buddą przez długie kalpy nie jest „Właśnie Umysł jest Buddą”.” Kiedy praktykujemy, nie robimy tego, by stać się Buddą. Czy to jasne? To byłby pierwszy, wielki błąd. My praktykujemy dla praktyki. Praktykując dla praktyki stajemy się Buddą. Praktykując, aby stać się Buddą, tak jak Mistrz Koń, nie możemy dotrzeć do tego miejsca.

Dalej Dogen pisze: „Nigdy nie widziano, nigdy nie poznano, nigdy nie nauczono się, że Właśnie Umysł jest Buddą”. Nie spotkał jeszcze prawdziwego Mistrza ten, kto oświadcza, że „Właśnie Umysł jest Buddą”.”

Dogen był człowiekiem słowa. Był wielkim poetą. Wydaje mi się, że przeczytał Tripitakę dwa razy. Moglibyśmy być z siebie zadowoleni, gdybyśmy przeczytali choć centymetr przez całe życie. Rozpoczął swój trening w bardzo młodym wieku i jego droga wiodła poprzez słowa. Myślę, że dlatego Shobogenzo jest tak wspaniałe. Przez wiele lat było ukryte, pokryte kurzem i zostało wydobyte dopiero dwieście lat temu. Teraz należy do całego świata. To bardzo ciekawa książka. Samo tłumaczenie może nie jest najlepsze. Chciałem się dowiedzieć, kim są tłumacze i okazało się, że jeden z nich praktykował z Roshim Kodo Sawakim. W grudniu 1973 roku został ordynowany przez Roshiego Nimpo, tego samego, który poprowadził pogrzeb Roshiego Suzukiego. Zobaczcie, gdzie ci ludzie pracowali. Był dyrektorem w firmie ubezpieczeniowej. Japończycy są dziwni. Ale ucieszyłem się kiedy zobaczyłem, kim był ten tłumacz.

Oto ostatnie cztery linijki. „Wszyscy Buddowie, o których była tu mowa, to Budda Siakjamuni. Siakjamuni Budda to „Właśnie Umysł jest Buddą”. Kiedy wszyscy Buddowie, przeszli, obecni i przyszli, stają się Buddami, nieuchronnie stają się Buddą Siakjamunim, który jest „Właśnie Umysł jest Buddą”.” To piękne.

Gary Snyder, gdy po raz pierwszy przyjechał do Japonii... wiecie, kim był Gary Snyder, poeta? Jeden z pierwszych, którzy w czasach hippisowskich pojechał do Japonii. Był pomostem między czasami bitników i hippisów. Wszyscy eksperymentowali z prochami i wolną miłością. To wyłoniło się z bardzo ciężkich czasów, z makartyzmu. Wtedy ludzie zawsze nosili długie włosy, ewentualnie wąsy. Nie golili głowy i nie wypadało mieć brody. Wszyscy byli podejrzani o komunizm. Niektórzy w Hollywood byli na czarnej liście. Bardzo napięte czasy. Myślę, że Ameryka jest w najsmutniejszym momencie swojej historii. Myślę, że ponieważ czasy są złe i surowe, coś ważnego musi się wydarzyć. Koło się zamyka. Ludzie zaczynają poszukiwać. Bo to już nie działa. Jestem zdziwiony, że nie robią tego impeachmentu Busha. Clinton miał tylko jeden romans i go wyrzucili, a zobaczcie, co Bush robi! Zdumiewające.

No, i wrócił z Japonii Gary Snyder w sztywnej japońskiej marynarce z guzikami z brązu na piersi. A wszyscy mieli długie włosy, palili papierosy i trawę. To był taki kontrast. On miał dyscyplinę. Kiedy był w klasztorze, znalazł sposób, aby szybciej pracować, by mieć więcej czasu na siedzenie. Mnisi mówili, żeby sobie dał spokój i żeby, broń Boże, nie mówił Roshiemu.

Czy macie jakieś pytania, komentarze?

Pytanie: Czy jest różnica między czującymi istotami i świętymi istotami? Czasem te określenia używane są zamiennie.

Roshi: Czujące istoty to my. Istoty żyjące w złudzeniu. Jednocześnie, ponieważ żyjemy w złudzeniu, nie wiemy, że jesteśmy Buddami. Czy to jest odpowiedź na twoje pytanie?

Nie zrozumiałem.

Roshi: Buddowie i Bodhisattwowie są oświeconymi istotami. To nie znaczy, że nie mają złudzeń. Jest bardzo niewielu całkowicie urzeczywistnionych ludzi. Nie potrafiłbym nawet powiedzieć... Seung Sahn Soen Sa Nim był tego przykładem. Jadłem z nim kiedyś śniadanie i wszystkie fusy w mojej herbacie stanęły na baczność. Nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałem. Pokazałem mu. A on tylko przeżuwał swoje śniadanie i niespecjalnie coś mówił. Jak Roshi Suzuki jadł śniadanie ze swoją żoną, zakładał strój do samu. Lubił ryż, zupę miso i sadzone jajka. Wstawał od stołu, gdy tylko skończył jedzenie, więc jego żona spytała: „Dlaczego ze mną nie porozmawiasz?”. Roshi mówił: „Muszę iść do pracy, mam samu”. Ona na to: „No dobra, chciałam ci tylko powiedzieć, że mam chłopaka”. Ostra była. Na to Suzuki: „No, to go zaproś na obiad. Nie ma problemu.”

Dziękuję.


Tłumaczenie: Jurek Kuun

Spisała: Julia Mazur

teksty: