"MÓJ DOM ROZSZERZYĆ NA ŚWIAT CAŁY" CZYLI OTWARCIE NOWEGO ZENDO NA ŻABIANCE

5 IX 2014 Żabianka ma głos :)

mój dom rozszerzyć na świat cały

i powiększyć ściany

i  wpuścić… mrówki

Wybaczcie, że zaczynam wierszem, który zakończył właściwie Ceremonię ustanowienia nowego Zendo w Gdańsku na Żabiance, ale tak jakoś przylgnął on do mnie, nie daje mi spokoju, nie może opuścić…

Powstał w 2011 roku po moim powrocie z ango, kiedy to Andrzej Grabowski napisał książkę „Zenek i mrówki”, a teraz –  gdy zobaczyłam naszego zendo - skojarzył mi się z nim nieodparcie. Gdy weszłam tu po raz pierwszy, wiedziałam, że to jest to – ogromne ściany, a właściwie metraż, przestrzeń – 70m2 i wielkie okna wychodzące na świat, blisko ziemi, tak, że można było właściwie przez nie przejść! Czego Piotrek zresztą nie omieszkał uczynić (pod kontrolą), a Grzesiek potwierdził, że mrówki tu są!

Ale po kolei: Choć nie wiem, gdzie jest początek. Roshi powtarzał wielokrotnie, że musimy wyjść z piwnicy. Może to jest to. A możemy sami mieliśmy dość! W każdym razie tak się szczęśliwie złożyło, że dostaliśmy wypowiedzenie – nasze lokum dotychczasowe poszło na sprzedaż.

A my rozpoczęliśmy poszukiwania. Dość szybko znaleźliśmy piękne (styl zen) poddasze pod lasem w Sopocie, z ogrodem i historią mrożącą krew w żyłach, jedyny mankament to odległość dla dojeżdżających (bo nawet historię, z pomocą Roshiego i Wszystkich Świętych, przełknęliśmy), ale okazało się wkrótce, że jednak nie możemy się dogadać co do warunków.

I dobrze! Bo wtedy pojawił się On (Nasze Przeznaczenie), który zaproponował nam pomieszczenie, które mu się marnuje od lat i nikt nie chce go zasiedlić! Więc znowu padło na nas! On, który jest właścicielem Szkoły i który jest naszym kolegą sanghowym od lat!

Nauczycielka, która uczyła „w naszej klasie”, zginęła w Alpach na nartach. Co to ma wspólnego z nami? Nie trzeba się doszukiwać? A może nie wyjeżdżać w Alpy? W każdym razie będziemy się modlić za nią! „Cały świat jest jednym kwiatem.”

A teraz do rzeczy: Zbyszek - zrobił projekt, Krzysiek - Marynarz wymalował, Jachoł wymieszał farby – dobrał kolor, „kłóciliśmy się” oczywiście trochę, „jeden – szary, drugi – niebieski”, ale były to spory przyzwoite, bez noży. Po prostu wypowiadanie swoich opinii, krótkie… Jakoś wyszło!

  

Byli też, rzecz jasna, pomocnicy, przynajmniej czasami… To tak pół żartem, pół serio! Roboty było mnóstwo – wymiana okien (własnoręczna), bo nasi panowie są bardzo ambitni, malowanie, podłoga, zasłony i karnisze (na tych metrach, to trochę robi), „przepierzenie”, sprzątanie…

  

Kupno nowych mat i poduszek – znaleźli się ofiarodawcy, dzięki którym mogliśmy to zrobić! Nowe lampy, piękne z Ikei! Nastrojowe! Jeszcze czeka nas nowy ołtarz i górne oświetlenie, i będziemy jak Nowi, co zresztą potwierdził Mikołaj (już jesteśmy!) kropiąc nas obficie świętą wodą z Gangesu.

Zasilała nas i zasila energia i entuzjazm nowych członków i sympatyków, bez której nie byłoby to możliwe. Ludzie prześcigali się w pomysłach, spędzali tu wolne chwile, dni i noce prawie…

  

Cały sierpień nam „zeszedł”. Ja byłam zmęczona samymi zebraniami, a gdzie cała reszta… „Chwała bądź Stwórcy, w Trójcy Jedynemu”.

A teraz – rozpoczęcie: Przyjechał Mikołaj i dużo gości z W-wy, było nam bardzo miło.

 Ewa Kaian podziękowała wszystkim za wielką pracę i ogromny wysiłek, a także nakłady finansowe oraz za bardzo serdeczne przyjęcie nas przez Dyrekcję Szkoły.

Uji wygłosił Mowę nt. Poprzedników w naszej linii przekazu i Następców (o tych drugich znacznie bardziej), odwołał się do swojego pierwszego pobytu na Sonomie i przytoczył słowa Roshiego, że ta praktyka działa… (o czym przekonał się zapewne także sam). 

Odbyła się Ceremonia ofiarowania kadzidła oraz symboliczne odcięcie przeszłości poprzez uświęcenie nas wodą z Gangesu na znak rozpoczęcia Nowego (tym razem nie miałam wątpliwości, że była prawdziwa).

 

Dharma Wind powiedziała wiersz cytowany na wstępie, z przedmową i komentarzem własnym. Uwag nie było…

Po czym – biesiadowaliśmy - razem z zaproszonymi gośćmi, wśród których przodowali nasi przyjaciele z Kwan Um.

 

Mikołaj pozbierał skutki naszych działań (niecnych również), zmywając dzielnie jak na Pana Domu przystało i impreza przeniosła się powoli w kuluary jeszcze bardziej prywatne… Ale ja już o tym nie napiszę, bo mnie tam nie było… Może Sławek…

Na drugi dzień uczciliśmy fakt otwarcia naszego zendo weekendowym zazen, w czasie którego pojawił się nasz Hoshi, by porozmawiać z nami o naszych problemach. Dyskusja była żywa, momentami gorąca, niekiedy burzliwa, a dotyczyła przede wszystkim współpracy z Kwan Um (w ramach wspólnego wynajmu) oraz kształtu naszego zendo. Wypracowaliśmy, zdaje się, koncepcję współistnienia…

O czy zawiadamia przejęta -

Dharma Wind 

 

zendo kwitnie różami

cuda się zdarzają

co dzień

teksty: