KĄCIKI PO LATACH

KĄCIKI PO LATACH…

Dwóch…
Jak tu się zmieniło…
„Gąszcz traw” porasta nasz Ośrodek.
Drzewka, krzewy, kwiaty… Słoneczniki, winogrona, truskawki… Dynia. Rośliny, których nie znam. Kosmosy. Jarzębina, czereśnie, róże…
Dzikie wino oplata Domek Strażnika i prysznic, koło „kibla” rosną jeżyny …
Jak u Babci w ogródku…
Dziewanna króluje nad wszystkim, ukochana Bankyo.
Wszystko wypielęgnowane ręką ogrodnika, starannie skomponowane.
Jak On sobie z tym radzi?
Domków prawie nie widać. „Trawy” sięgają pod dach. Nawet żwir porósł, jakby celowo.
Wszystko jest! Niczego nie brak!
Ania, „miejscowa”, dogląda Jacoba, co by nie zginął…

……

Strach wyjechał ze wszystkim…
Bo mało stąd nie uciekłam w ostatniej chwili, jak sprzed ołtarza…
Przyjechałam na pojapońską Mowę Mikołaja Uji i Ceremonię Zakończenia Ango i … zostałam na dłużej, jak pani Suzuki… Ona co prawda na 20 lat, ja na tydzień tylko, ale i tak Jacob mi powiedział, że nigdy nie spodziewał się, że będę pierwszą rezydentką…
Ja też! Niektórych rzeczy nie da się przewidzieć.

……

Jestem więc…
Ania wprowadza mnie w dzień codzienny Ośrodka. Przełamuję niechęć do mycia naczyń w wielkiej balii, w zimnej, czy jakiej Bóg da, wodzie; wchodzę coraz raźniej pod prysznic… Uczę się rozmawiać z ludźmi. Jest nas troje.

……

Pani Suzuki „nadawała Ducha” tam wszystkim… Tu Duch już jest… Tylko Być… Trawy go nadały i Niebo, i Ziemia…
Ola Porter powiedziała kiedyś, że to od nich się uczy – od Ziemi, od Nieba… nie od Mistrza… Zważywszy na klasę Oli Porter - SSN… Ale coś w tym jest!
Przypomina mi się błogosławiony pobyt u mojej Babci na Węgorzewskiej, gdy byłam dzieckiem i u rodziców w ogródku, gdy wyjechali na 2 tygodnie. Miałam wtedy jakieś 14 lat, jak Kuba Konpo, gdy zaczynał, podlewałam ogród i czytałam „Panią Bovary”, jak dziś pamiętam i … oddając się z lubością słońcu doświadczałam samoistnie zazen - shikantaza, nic o tym nie wiedząc …

……

Po Ceremonii, już w nocy prawie (przysnęłam na trochę, więc nie wiedziałam, czy to dzień, czy noc) rozpętała się burza, jakiej tu jeszcze nie znali… Myślałam, że wiatr powyrywa drzewa z korzeniami. Zostały i śmieją się znów…
(…) Naraz wiatr dmucha coraz większy, wyrywa może nie drzewa, ale korony targa… Jest zawierucha…
Uciekaj stąd! - pierwsza myśl.
Gdzie będzie lepiej? – druga.
Nie ucieknę do swego domostwa… Tu zostanę…
Przypomina mi się zakręt w Sosnówce, kiedy chciałam zostać mnichem…

I tu w ogóle ubrań nie trzeba, nie trzeba się stroić, ani się malować. Nikt nie patrzy…

……

Dostaliśmy prezenty od Roshiego, z Japonii - do naszych Ośrodków. Mikołaj, póki co, Uji, przekazał. A mojego Brata, który mnie tu przywiózł, tak przyjął, jakby to było Eihei-ji, wszystko mu pokazał… Mój Brat był wielce poruszony… (chociaż wiele widział)… Najbardziej podobało mu się zendo oczywiście, no i … żuraw, i ludzie…, z prysznica zaśmiał się krótko…

w dzikie wino zaplątani
pod prysznicem
jak Adam i Ewa

…..

jestem zakochana
w powietrzu
całuję z Księżycem

……

Ania uświadamia mi jednak, i to od początku, że to nie wakacje, lecz praktyka… Szczególnie w czasie pracy łapię się na tym, jak uciekam myślami daleko… Obecność innych osób pomaga wrócić…
Sprzątam domek gościnny, podlewamy ogród, prasuję orioki. Czytam. Pomagamy w kuchni. Jacob świetnie gotuje. Ma jeszcze przyprawy mnisie z Japonii. Jak powiem do niego – Bankyo, to cuda się dzieją, nie ten chłopak…
Jak On śpiewa –
Operowy śpiewak
Dużo się dzieje przy stole – rozmowy… rozmowy… rozmowy… Słuchamy muzyki… Wypatrujemy deszczu, choćby i piorunów, byleby tylko coś spadło…
Pod wiatą jest całkiem przyjemnie, ale dalej…
Jacob chodzi się kąpać. Ania też.
Ja nie mam zaufania do glinianki. Preferuję hamak.

hamak
jak wahadłowe drzwi
wytrząsa wszystko ze mnie

Ustanawiamy nowy plan dnia – rezydencki – w którym jest więcej praktyki, ale także miejsce na odpoczynek, zajęcia własne… Przywracamy bonsho i han – 7 minut. Ludzie z okolic – goście – pytają: co to?

…..

Nie doceniałam Jacoba, tak jak i on mnie…
Zapewnił bezpieczną i dobrą atmosferę, przynajmniej dla mnie…
Dawał silne oparcie – w czasie burzy na przykład, choć mieszkał oddzielnie. Dzięki niemu wiedziałam, że praktyka się odbędzie, co do minuty… „I że mnie wilk nie pożre…’’
Był dobrym szefem – wyrozumiałym, troskliwym, na swój sposób.
Na mnie mówił Winda, więc wiele mu zawdzięczam…
Ważną rolę odgrywała też „Miejscówka” Ania (wybacz, Aniu, moje nazewnictwo, udzieliło mi się), która tu dochodziła co dzień… Od rana do wieczora… Podziwiałam jej upór, determinację i wytrwałość. Pracowitość – może to niezbyt elegancko brzmi, ale chciałabym mieć „takie zacięcie do roboty” jak ona… Niezłomna… Niezniszczalna…
Uff…
Napisało mi się…
Oczywiście nie zawsze było sielankowo, niech ktoś nie myśli, nie obyło się bez prztyczków i protest songów, szczególnie na początku… Ale ratowały nas ogórki od Uji, w sam raz na upały i wspólna miłość do nich oraz goście, którzy nas nawiedzali czasami. Źle nie było… Gadały kruki, krzyczały żurawie… Będę tęsknić…

…...

Zanim jednak odjadę
Dopowiem resztę

Mięśnie mi przyrosły po trzech dniach, więc chyba coś tu robię…
Każdego dnia się tu czegoś uczę. Jak życia w dżungli!
Blondynka na wakacjach, powiedziało mi się…

…..

A teraz poważnie:

Taki „gorąc”, jak dzisiaj, wypala wszystko w Człowieku; już się nie chce mówić: ą ani ę.
Wybaczcie więc, niedługo skończę…

Jak można myśleć, że jest się Kimś Wielkim - Kimś Innym niż Przyroda i Drugi Człowiek…
Lekcja pokory w upale!

A Drzewa tak się poddają Wiatrowi, bez żadnego sprzeciwu, bez żadnego oporu, choćby co dzień…

Jaki to jest ładny teren, jaki to jest ładny las!
Jeszcze nie lunęło… Zbiera się na burzę.
Jacob woła do piesków – Panowie Pieski…, tak więc jest nas jeszcze dwóch…
Zmęczona jestem, jak po burzy, to ten upał, tydzień mija…
Ania powiedziała, że się zmieniłam, też to czuję, buziaki…
Kącikowe lato żegna mnie już…

Ewa Dharma Wind
2015

teksty: